Andrzej Barański: Uczciwość w biznesie się opłaca (wideo)

Wyrosłem w atmosferze wielkiej chwały przemysłu w międzywojennej Polsce. Ojciec, który zakładał firmę "Herbewo", po jej nacjonalizacji przesiedział 6 lat w komunistycznym więzieniu za obronę... Więcej »

Dobra rzadkie i ubodzy

Papież Franciszek ustanowił ostatnią niedzielę (19 listopada 2017) przed Uroczystością Chrystusa Króla Światowym Dniem Ubogich. Papież pragnie zwrócić uwagę, że miłość wobec bliźniego w potrzebie musi... Więcej »

PAFERE otwiera się na myśl Chestertona

Był zdecydowanym zwolennikiem wolności i własności. Jednocześnie odrzucał kapitalizm z jego monopolami jak i socjalizm z jego wszechwładzą państwa – jako ustroje w równym stopniu krępujące indywidualizm... Więcej »

Szwajcarzy o Polsce i Polakach - na Święto Niepodległości

Szwajcaria, choć to kraj leżący stosunkowo blisko Polski, wydaje się dość odległy. Pod wieloma względami. Z okazji Święta Niepodległości mogliśmy wysłuchać wiele życzeń i pozdrowień z zagranicy - pozdrawiali... Więcej »

Inflacja jest tą formą podatku, który można nałożyć bez ustawy
Milton Friedman

„Układu zamkniętego” ciąg dalszy? Przypadek Wałbrzycha

Głośny kilka lat temu film „Układ zamknięty” pokazuje jak zorganizowana lokalna sitwa składająca się z urzędników miejskich, policji, prokuratury, sądu i skarbówki jest w stanie bez problemu, za pomocą sfingowanych dowodów, zniszczyć człowieka, w tamtym przypadku – przedsiębiorcę, a przynajmniej mocno utrudnić mu życie.


Film Ryszarda Bugajskiego powstał w oparciu o prawdziwe wydarzenia i - co gorsza - podobnych filmów mogłoby jeszcze powstać wiele. Lokalnych „układów zamkniętych” jak dotąd nie udało się wyeliminować z życia społecznego i gospodarczego Polski. Jeszcze w latach 90-tych ub. wieku m.in. tygodnik „Najwyższy Czas!” za lokalnym „Czasem Piotrkowskim” opisywał przypadek piotrkowskich prywatnych minibusów. Na początku lat 90-tych w Piotrkowie Trybunalskim prężnie zaczęła się rozwijać prywatna komunikacja miejska. Nie potrzeba było zbyt wiele czasu, by stała się ona wrogiem lokalnych władz, według których stanowiła „nieuczciwą” konkurencję dla miejskiego zakładu komunikacyjnego. Zarzucano prywatnym właścicielom minibusów, że ich auta są zdezelowane, stwarzają zagrożenie dla pasażerów, jeżdżą bez rozkładów, zatrzymują się w nieoznaczonych miejscach, no i że są … tańsze. Rozpoczęły się kontrole służb, zakazano minibusom zatrzymywania się na przystankach, podjęto działania w kierunku „delegalizacji” prywatnej komunikacji w mieście. Dziś finansowany przez władze miejskie zakład komunikacyjny nie ma praktycznie żadnej konkurencji na terenie miasta (minibusy widoczne są jedynie na liniach podmiejskich), można więc powiedzieć, że rynek został „wyczyszczony”.

Jednak to, co kilka miesięcy temu zaprezentowano w telewizyjnym programie „Ekspres Reporterów” może mrozić krew w żyłach, gdyż poza – można by powiedzieć – standardowym nękaniem przedsiębiorców częstymi kontrolami służb, dochodzi do aktów przemocy i zastraszania ich. Sprawa dotyczy Wałbrzycha. Zdaniem miejscowych przedsiębiorców z branży przewozowej, w mieście istnieje sieć powiązań urzędniczo-prokuratorsko-sędziowsko-policyjnych, która uniemożliwia normalne funkcjonowanie wałbrzyskim przedsiębiorcom.

Z reportażu filmowego wynika, że ludzie boją się mówić o swoich problemach po tym, jak autobus jednego z przedsiębiorców, Jarosława Szymańczaka, ostrzelany został z broni palnej. Na rozmowę z „Ekspresem Reporterów” decyduje się tylko trzech przedsiębiorców: Krzysztof Kwiatkowski, Krzysztof Szmit, Jarosław Szymańczak.

Kłopoty wałbrzyskich przewoźników zaczynają się w 2012 roku, kiedy to prezydent Wałbrzycha, wbrew – jak słyszymy w reportażu - obowiązującym przepisom, podpisał umowę z burmistrzami ościennych gmin na przewóz osób. Na ulice miasta wyjeżdżają pojazdy prywatnej spółki, która – jak twierdzą autorzy reportażu – dofinansowywana jest przez władze Wałbrzycha. Na czym ma polegać to dofinansowywanie? Władze Wałbrzycha zakupują za 19 mln zł 20 nowych autobusów, po czym nieodpłatnie użyczają je prywatnej spółce ze Śląska. Miasto dokłada także pieniądze do każdego kilometra przejechanego przez pojazdy tej spółki – ponad 2 mln zł miesięcznie. Jak dodają autorzy, faworyzowana przez władze Wałbrzycha spółka nie konsultuje z innymi przewoźnikami istniejącymi od lat rozkładów jazdy, mimo że jest taki obowiązek. Ustawia swoje rozkłady tak, by zabierać tamtym firmom pasażerów. Na prośby przewoźników kierowane do władz Wałbrzycha i do prokuratury brak jest reakcji. Zaczyna się natomiast nękanie przedsiębiorców nalotami policji i Inspekcji Transportu Drogowego. Dochodzi do masowych konfiskat dowodów rejestracyjnych autobusów, a tym samym do sparaliżowania normalnej działalności firm.

Jak twierdzą przedsiębiorcy, policja i ITD dopuszczają się wobec kierowców prowokacji, zarzucając np. niezatrzymywanie się do kontroli. Jarosława Szymańczaka podczas jednej z kontroli, kiedy przewoził dzieci w autobusie, skuto w kajdanki pod pretekstem nieposiadania uprawnień do kierowania pojazdami i przewieziono na przesłuchanie do komendy miejskiej w Wałbrzychu.

Mimo iż Szymańczak i inni przewoźnicy na bieżąco informują prokuraturę o nieprawidłowościach, sprawy zostają umarzane z braku dopatrzenia się znamion przestępstwa.

Do bezprecedensowego zdarzenia dochodzi podczas jednej z kontroli policyjnych w firmie p. Szymańczaka. Jak możemy dowiedzieć się z „Ekspresu Reporterów”, w trakcie legitymowania Szymańczak zostaje zaatakowany przez czterech policjantów i pobity. Pojawiają się groźby pozbawienia go życia. Niedługo po tym „nieznani sprawcy” podpalają siedzibę jego firmy. Mimo że zakładowy monitoring zarejestrował moment podpalania, sprawców nie udaje się złapać.

Autor reportażu, usiłując uzyskać opinię władz Wałbrzycha na te wszystkie zdarzenia nie uzyskuje zbyt wielu odpowiedzi. Arkadiusz Grudzień – rzecznik prezydenta nie odnosi się do sprawy, twierdząc, że badają ją stosowne organa i do nich należy właściwa ocena.

Jarosław Szymańczak zawiadamia organa ścigania o – jak twierdzi – bezprawiu stosowanym wobec niego i firmy. Postępowanie jest w toku a prowadzi je Prokuratura Rejonowa w Świdnicy.

Tymczasem kilkudziesięciu przedsiębiorców z Wałbrzycha zamyka swoje firmy, gdyż – jak twierdzą - nie są w stanie normalnie funkcjonować w warunkach nieustannego nękania i zastraszania.

„Sprawa przerosła możliwości lokalnego wymiaru sprawiedliwości, dlatego że stopień powiązań personalnych, rodzinnych i innych w Wałbrzychu jest tak duży w tym środowisku, że jakiekolwiek obiektywne rozpatrzenie tej sprawy wymagałoby natychmiastowego przekazania jej daleko poza ten teren” - mówi cytowany przez „Ekspres Reporterów” mec. Jacek Ludziak.

„Sprawa wałbrzyska” trwa. Trudno przewidzieć jak ostatecznie się zakończy. Jedno jest pewne – wszędzie tam, gdzie państwo czy gmina zajmuje się robieniem tego, co mogliby robić sami obywatele, wcześniej czy później ci obywatele staną się konkurencją dla lokalnej czy centralnej administracji. By tę konkurencję „zneutralizować”, władza nie zawaha się przed użyciem przynależnych jej środków przymusu. Przykład Wałbrzycha bardzo dobrze to pokazuje.

PSz

Obejrzyj film o sytuacji w Wałbrzychu - "Układ lokalny"

 

Data dodania: 2017-06-24 14:26:54
Artykul przeczytano 624 razy
 
Artykuł skomentowano 0 razy
Dodaj komentarz
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Operator serwisu nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.