Andrzej Barański: Uczciwość w biznesie się opłaca (wideo)

Wyrosłem w atmosferze wielkiej chwały przemysłu w międzywojennej Polsce. Ojciec, który zakładał firmę "Herbewo", po jej nacjonalizacji przesiedział 6 lat w komunistycznym więzieniu za obronę... Więcej »

Dobra rzadkie i ubodzy

Papież Franciszek ustanowił ostatnią niedzielę (19 listopada 2017) przed Uroczystością Chrystusa Króla Światowym Dniem Ubogich. Papież pragnie zwrócić uwagę, że miłość wobec bliźniego w potrzebie musi... Więcej »

PAFERE otwiera się na myśl Chestertona

Był zdecydowanym zwolennikiem wolności i własności. Jednocześnie odrzucał kapitalizm z jego monopolami jak i socjalizm z jego wszechwładzą państwa – jako ustroje w równym stopniu krępujące indywidualizm... Więcej »

Szwajcarzy o Polsce i Polakach - na Święto Niepodległości

Szwajcaria, choć to kraj leżący stosunkowo blisko Polski, wydaje się dość odległy. Pod wieloma względami. Z okazji Święta Niepodległości mogliśmy wysłuchać wiele życzeń i pozdrowień z zagranicy - pozdrawiali... Więcej »

Inflacja jest tą formą podatku, który można nałożyć bez ustawy
Milton Friedman

Szwajcarskie political fiction w wersji polskiej czyli kilka słów o Radzie Federalnej

Chciałabym Wam opowiedzieć o Radzie Federalnej, czyli kolokwialnie mówiąc szwajcarskim rządzie. Właśnie napisałam o nim cały długi rozdział w mojej książce i tak mnie korciło, żeby dodać całe mnóstwo moich prywatnych komentarzy i pofantazjować sobie ot tak sobie co by było, gdyby szwajcarski system polityczny wprowadzić w Polsce… Na szczęście mam moje Szwajcarskie Blabliblu, gdzie mogę wszystko.


Szwajcarska Rada Federalna to w zasadzie nie jest rząd w klasycznym tego słowa znaczeniu. To jest tak jakby siedmiogłowy premier skonstruowany jak Frankenstein z całego politycznego spektrum, a mówiący jednym głosem. Brzmi dziwnie? Czytajcie dalej, będzie jeszcze dziwniej.

Rząd Szwajcarii nie jest tworzony przez partię, która wygra wybory. Nie jest również koalicją partii, które razem posiadają większość w Parlamencie. Rząd Szwajcarii jest najszerszą koalicją przeciwników politycznych. Tworzą go przedstawiciele najbardziej popularnych partii dobranych na podstawie tzw. Formuły Magicznej. Formuła to po prostu ustalony sposób wyboru członków Rady uwzględniający poparcie społeczeństwa, a także mniejszości językowe i regionalne.

Szwajcarska Rada Federalna (2016) wraz z Kanclerzem Rady

Członkowie Rady Federalnej są wybierani przez Parlament na okres 4 lat na podstawie algorytmu Formuły Magicznej i biorąc pod uwagę wszystkie niepisane tradycyjne zalecenia (na przykład takie, że może być tylko jeden minister z danego kantonu, czy że muszą być reprezentowane 3 największe kantony Szwajcarii – Berno, Zurych i Vaud).

Teraz sobie wyobraźcie, że bierzecie przedstawicieli liberałów i konserw od prawa do lewa zamykacie w jednym pokoju i każecie im rządzić krajem. A to nie wszystko! Szwajcarska Rada Federalna mówi jednym głosem. Jej członkowie dyskutują ze sobą tak długo, aż osiągną kompromis. Następnie wspólnie go przedstawiają na forum publicznym używając standardowej formuły: „Rada Federalna zdecydowała, że…” Nie raz i nie dwa razy się zdarzało, że członek Rady przedstawiał z uśmiechem na ustach pogląd, z którym personalnie nie zgadzał się ani na jotę. I wszyscy dookoła o tym wiedzieli.

Zebrania i dyskusje Rady są poufne. Istnieje niepisana zasada, że o konfliktach w Radzie się nie rozmawia, członkowie Rady nie mogą również krytykować  publicznie Rady jako organu, swoich kolegów ani podejmowanych decyzji. I wiecie co? To działa! Na palcach jednej ręki można wyliczyć sytuacje, gdy polityką Szwajcarii wstrząsały skandale związane z niedyskrecją członków Rady.

Nie znaczy to, że politycy Szwajcarii są kryształowo czyści. Największa afera wywołana przez członka Rady Federalnej wybuchła podczas kadencji Christopha Blochera z SVP (z tej partii, która jest przeciwko imigracji). Kontrowersyjny, prawicowy polityk „zasłynął” z rasistowskich i antysemickich wypowiedzi, brał również udział w skandalu politycznym związanym z malwersacją środków publicznych. Nie to jednak stanęło kością w gardle parlamentarzystom, którzy odwołali polityka po zakończonej kadencji. Christoph Blocher po raz pierwszy w historii Szwajcarii odważył się otwarcie krytykować działania Rady Federalnej, swoich kolegów i podejmowane przez nich decyzje. I to zdecydowało o jego dymisji.

Jakiej tam w zasadzie dymisji! Blocher pięknie i gładko dokończył swoją 4-letnią kadencję, a następnie po prostu nie został wybrany na następną! Ale i tak jest to wyjątek. Tradycyjnie to członkowie Rady Federalnej sami decydują o swoim odejściu. Nie da się ich odwołać przed upływem ich kadencji. O wyborze i później ewentualnej reelekcji decyduje Parlament, ale w zasadzie bardzo rzadko zdarza się, żeby to on zdecydował o zakończeniu kariery członka Rady.

W rezultacie Szwajcarska Rada Federalna jest jednym z najstabilniejszych rządów na świecie. W całości jest nieodwoływalna – nie istnieje coś takiego jak instytucja wotum nieufności. A jednostkowo członkowie Rady zmieniają się dość rzadko i jest to wielkie wydarzenie w Szwajcarii. W ciągu ostatnich 10 lat doszło do sześciu zmian w składzie Rady.

No dobra, dobra – pomyślicie sobie – to w takim razie Rada Federalna jest takim potężnym organem, który tak naprawdę trzęsie tą całą Szwajcarią. No bo w końcu nie da się jej odwołać, nikt jej nie kontroluje (Parlament może się wyłącznie ograniczyć do krytyki Rady), ani nie ma wglądu w jej dyskusje… Pamiętajcie jednak, kto tworzy Radę Federalną! To siedem osób reprezentujących skrajnie różne poglądy polityczne, społeczne i ekonomiczne. Rada Federalna kontroluje i ujarzmia sama siebie.

Pisałam o tej fascynującej Szwajcarskiej Radzie Federalnej, a moje myśli nie wiedzieć dlaczego krążyły dookoła naszego kraju. Co by było, gdyby… „Co by było, gdyby” to w końcu jedno z ulubionych zajęć mózgu Szwajcarskiego Blabliblu. Alternatywne wersje teraźniejszości i przyszłości, gdyby Hitler wygrał wojnę, gdyby wybuchła III wojna światowa, gdyby skończyły się zasoby ropy, gdybyśmy skolonizowali Marsa, gdyby wybuchła jakaś atomówka to dla mnie jak tiramisu z podwójnym kremem albo czerwone Primitivo z Sycylii.

Wyobraźmy sobie, że mamy w Polsce taką Polską Radę Federalną złożoną z ośmiu członków (z siedmiu się nie dało, sorry…) pochodzących z partii politycznych, które aktualnie posiadają największe poparcie w naszym społeczeństwie. Zerknijmy, jak to wygląda w tym momencie:

pop

Sondaż CBOS z dnia 15 września 2016 roku.

Wyglądałoby na to, że na 8 miejsc w naszym polskim rządzie, 3 by zdobył PIS, 2 – PO, 2 – Nowoczesna i 1 – Kukiz. Zastosujmy teraz wszystkie szwajcarskie zasady: otóż bycie członkiem Rady Federalnej to największy prestiż i taka jakby wisienka na torcie kariery politycznej każdego polityka, więc te stanowiska piastują zwykle najpotężniejsze osoby z partii. Dlatego w jednym pokoju za zamkniętymi drzwiami musieliby się spotkać Jarosław Kaczyński, Antoni Macierewicz, Beata Szydło, Donald Tusk, Ewa Kopacz, Ryszard Petru i załóżmy Joanna Schmidt oraz oczywiście Paweł Kukiz we własnej osobie. Trudno to sobie wyobrazić, prawda? Pewnie administracja by poważnie rozważała wymianę noży do steków na takie do smarowania masła przed wspólnym lunchem…

Następnie wszystkie te zgromadzone osoby muszą osiągnąć kompromis i określić jednolite stanowisko. A dalej jest jeszcze ciekawiej: muszą razem zorganizować konferencję prasową i ogłosić: „Rząd zdecydował, że…”. Teraz wyobraźcie sobie jakiś wyjątkowo kontrowersyjny temat światopoglądowy, który dzieli nasze społeczeństwo i świat polityki. Załóżmy niech to będzie temat religii w szkołach. Wyobraźcie sobie prezesa Kaczyńskiego, który z lekkim uśmiechem wcale nie zgrzytając zębami ogłasza patrząc prosto w oczy dziennikarzom: „Rząd postanowił, że lekcje religii w szkołach publicznych nie powinny być finansowane z budżetu państwa.” Dziennikarze pytają: „Panie Kaczyński, proszę zdradzić, co Pan sądzi o tym pomyśle?”, a on odpowiada: „Oczywiście zgadzam się ze stanowiskiem Rady”. I nikt nie dowiaduje się o żadnych konfliktach wewnątrz rządu…

Czy ktoś sobie to w Polsce jest w stanie wyobrazić? A przecież to działa! I powoduje, że Szwajcaria jest w stanie w ciągu 2 dni wystawić półmilionową uzbrojoną armię, ale tylko do obrony swego terytorium. Może i my kiedyś do niego dorośniemy…

Joanna Lampka

Tekst pochodzi z
bloga Autorki...

Data dodania: 2016-09-20 20:46:44
 
Artykuł skomentowano 2 razy
Dodaj komentarz
To jest państwo skarbiec, gdzie politycy G7 uzgodnili gdzie będą trzymali pieniądze z łapówek i taka to demokracja ;)
Dodano: 2016-09-27 20:22:44
Dodał: ~Olek
Ciekawe czy którykolwiek polski nauczyciel WOS cokolwiek na ten temat wie?
Dodano: 2016-09-22 08:36:02
Dodał: ~John
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Operator serwisu nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.