Andrzej Barański: Uczciwość w biznesie się opłaca (wideo)

Wyrosłem w atmosferze wielkiej chwały przemysłu w międzywojennej Polsce. Ojciec, który zakładał firmę "Herbewo", po jej nacjonalizacji przesiedział 6 lat w komunistycznym więzieniu za obronę... Więcej »

Dobra rzadkie i ubodzy

Papież Franciszek ustanowił ostatnią niedzielę (19 listopada 2017) przed Uroczystością Chrystusa Króla Światowym Dniem Ubogich. Papież pragnie zwrócić uwagę, że miłość wobec bliźniego w potrzebie musi... Więcej »

PAFERE otwiera się na myśl Chestertona

Był zdecydowanym zwolennikiem wolności i własności. Jednocześnie odrzucał kapitalizm z jego monopolami jak i socjalizm z jego wszechwładzą państwa – jako ustroje w równym stopniu krępujące indywidualizm... Więcej »

Szwajcarzy o Polsce i Polakach - na Święto Niepodległości

Szwajcaria, choć to kraj leżący stosunkowo blisko Polski, wydaje się dość odległy. Pod wieloma względami. Z okazji Święta Niepodległości mogliśmy wysłuchać wiele życzeń i pozdrowień z zagranicy - pozdrawiali... Więcej »

Inflacja jest tą formą podatku, który można nałożyć bez ustawy
Milton Friedman

Myśl katolicko-scholastyczna a ekologia

Autorzy scholastyczni nie poświęcili wiele czasu na analizę zagadnień ekologicznych. Napięcia między rozwojem gospodarczym a środowiskiem naturalnym nabrały znaczenia jedynie w okresach intensywnego wzrostu gospodarczego lub dużego rozprzestrzeniania się ubóstwa.


Ci z autorów, którzy żyli w miastach posiadających przemysł, tak jak św. Antonin, będący świadkiem realiów społecznych i gospodarczych w okresach szczytu rozwoju przemysłu włókienniczego we Florencji, z pewnością zetknęli się z niektórymi dylematami podobnymi do dzisiejszych. Jeden z przykładów: ścieki pochodzące z barwienia szkodziły przyrodzie – glebie i wodom. Niemniej jednak ani zakres działalności gospodarczej ani liczba mieszkańców nie były na tyle duże, aby płynąca przez ich piękne miasto rzeka Arno doznała uszczerbku. Być może podobne zjawiska obserwowali moraliści żyjący nad Tagiem w Hiszpanii czy Tybrem w Rzymie. Z pewnością niektórzy ludzie zrzucali śmieci czy niebezpieczne ścieki do Tagu – lecz wody wciąż pozostawały przejrzyste. Zupełnie inaczej niż pod koniec wieku XX, gdy widok czarnej, spienionej i cuchnącej wody w tych rzekach nie należał do rzadkości.

Kolejnym z tematów poruszanych przez scholastyków była kwestia wspólnych pastwisk. Scholastycy zauważyli, iż tego rodzaju tereny były mniej zadbane niż ziemie będące własnością prywatną. Niemniej krytyka działań ludzkich bądź ram prawnych skutkujących intensywniejszym jałowieniem takich terenów odnosiła się raczej do szkód wyrządzanych ludziom niż samej glebie. Dla scholastyków było to naturalne, bowiem wszyscy posiadali podobne poglądy dotyczące miejsca osoby ludzkiej w stworzeniu i jej roli wobec przyrody.

Owi filozofowie moraliści i juryści opierali swoje przekonania o człowieku i stworzeniu na Piśmie Świętym, a w szczególności Księdze Rodzaju (1: 26-31). Bóg stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo, a zatem jemu powinny podlegać ryby morskie, ptaki powietrzne, bydło, dzikie stworzenia i wszystkie zwierzęta, w tym te, które pełzają po ziemi. Bóg dał człowiekowi panowanie nad wszystkim, co stworzone. I wszystko, co stworzone, jest dobre w oczach Bożych.

Św. Antonin napisał: «W ten sposób ustanowił Bóg naturę ludzką, iż udzielił jej panowania nad wszystkimi rzeczami, mówiąc „niech przełożony będzie rybom morskim, i ptastwu powietrznemu, i bestiom” (Rdz, 1)»[1]. Scholastycy nie odnosili się zatem jedynie do ziem i zwierząt, lecz panowanie człowieka rozciągali na niebo i gwiazdy – jak widzimy w pismach dotyczących własności złóż podziemnych – aż do środka ziemi.

Jak wskazuje Vitoria, Bóg «dał wszystkim ludziom wszystkie dobra stworzone i wszystkie stworzenia, to znaczy dał im panowanie nad wszystkimi rzeczami». Oprócz bycia panem wszystkich stworzeń, człowiek «jest panem nieba, księżyca i słońca,  w takim sensie, ze może z nich korzystać, ponieważ także niebo zostało stworzone dla ludzi»
[2].

Od początku rodzaju ludzkiego istniały osoby i grupy społeczne o bardzo odmiennych poglądach na temat znaczenia istoty ludzkiej wobec innych istot stworzonych, ożywionych bądź nieożywionych. Moraliści chrześcijańscy starali się wykorzeniać podobne wierzenia, często narażając przy tym swoje życie. Być może najlepszą tego ilustracją będzie historia św. Bonifacego (672-754). Św. Bonifacy, benedyktyn, był jednym z prekursorów scholastyki, przyczyniając się być może jak nikt inny do utrwalenia chrześcijaństwa w Europie.
[3]

Mimo iż św. Bonifacy urodził się w Anglii (stąd Winfrid lub Wynfryd), znany jest na ogół jako św. Bonifacy z Mainz, jeden z patronów Niemiec. To głównie tam prowadził swoją działalność apostolską. Spośród wszystkich jego działań mających na celu krzewienie wiary u pogan był jeden czyn bardzo szczególny: Bonifacy ściął drzewo uważane przez lokalne ludy za świętość. Przez wiele wieków, jakie od tamtego czasu upłynęły, jego czyn wzbudzał raczej zdumienie niż niepokój. Dzisiaj takie działanie zostałoby uznane za radykalne, nawet przestępcze.

Historia Bonifacego była sławna na kontynencie europejskim. Gdy działał w Hesji mniejszej (723-725), regionie znajdującym się w centrum obecnych Niemiec, dowiedział się, iż tamtejszy lud oddawał cześć znajdującemu się w Geismarze, na zachód od opactwa Fritzlar, potężnemu staremu dębowi „poświęconemu” bogu piorunów Thorowi (według niektórych podań Jupiterowi).

Bonifacy ściął drzewo wielkim toporem i według wielu relacji to zdarzenie przyniosło wiele owoców. Wielka rzesza pogan nawróciła się na chrześcijaństwo ujrzawszy, że ich bóstwo było fałszywe. Z drewna ściętego drzewa św. Bonifacy zbudował kaplicę poświęconą św. Piotrowi. Opowiadano, iż dąb upadając rozszczepił się na cztery części w formie krzyża, a w pozostałościach wyrosły świerki – stąd św. Bonifacy zaczął używać świerka jako symbolu Bożego Narodzenia.


Być może trudno jest stwierdzić z pewnością, dlaczego ów lud czcił dąb jako swoje bóstwo. Inne plemiona mogły widzieć bóstwa we wzgórzach, górach i innych tworach geologicznych. Jeśli nie istniały bezpośrednie ofiary ludzkie, moraliści katoliccy nigdy nie podnosili głosu przeciwko działaniom gospodarczym wpływającym na środowisko. Przemysł wydobywczy – szczególnie w Amerykach – dawał późnym scholastykom szczególne powody do wypowiedzi, lecz wydobycie metali nie było nigdy przedmiotem ich troski, jeśli odbywało się bez niesprawiedliwego wykorzystywania pracowników.

W przypadkach wątpliwości i pytań, czy działania ludzkie nie szkodziły stworzeniu, logiczne jest założenie, iż późni scholastycy stosowali taką samą metodę, jak w przypadku orzekania na temat eksploatacji ziem. Następnie przy pomocy rozumowania i własnego pojmowania natury ludzkiej analizowali argumenty za i przeciw, starając się wesprzeć odpowiedzi przez badanie empiryczne.

Inną sytuacją, która sprowokowała duchownych do działania, było zanieczyszczenie powietrza w miastach. Smog przez wieki towarzyszył historii brytyjskiej stolicy. W średniowieczu zanieczyszczenie powietrza sprawiło, iż król Edward I zabronił używać węgla do palenia. Edward I wstąpił na tron w 1272 r., a zmarł w 1307. Węgiel zwany był przez Rzymian „najcenniejszym klejnotem Brytanii”, wykonywano z niego nawet biżuterię. Występował on tak obficie, iż czasami znajdowano węgiel kamienny na wybrzeżach, dlatego zwano go też „węglem morskim”. W wieku XIII, z powodu powszechnego braku drewna, węgiel stał się głównym paliwem. Królowa Eleonora, matka króla Henryka, zachorowawszy z powodu zanieczyszczeń spowodowanych węglem, musiała udać się na leczenie do pałacu Nottingham. Być może z tego powodu król Henryk zdecydował zakazać palenia węglem, a nawet nałożył karę śmierci na łamiących ten przepis. Grupa możnych i duchownych wystąpiła z petycją o zniesienie tej restrykcji; niemniej jednak korzyści ekonomiczne przemogły zakazy, stąd duże miasta angielskie, szczególnie Londyn, wciąż odczuwały problemy z zanieczyszczeniem środowiska. W roku 1667 John Evelyn, angielski pisarz i jeden z założycieli Towarzystwa Królewskiego (Royal Society) wskazywał w swoim dziele Fumifugium na konieczność zastąpienia węgla drewnem, w celu zmniejszenia problemu zanieczyszczenia w Londynie. Widzimy tutaj, jak i w wielu innych przypadkach, iż troszczono się o skutki dla człowieka a nie o przyrodę (tak jak w przypadku wyrębu drzew czy eksploatacji dóbr nieodnawialnych, takich jak węgiel kamienny).


Żadna spośród wielkich postaci religijnych i scholastyków, nawet osoby takie jak św. Franciszek z Asyżu, znany dzisiaj ze swojej zażyłości z naturą, nie potępiła polowania czy hodowli zwierząt – nawet jeśli ich celem była rozrywka.
W 1567 r. papież Pius V potępił walki byków. Nie tylko nałożył ekskomunikę na bezpośrednich uczestników, lecz także na widzów. Jednakże stanowisko Kościoła bardzo szybko uległo zmianie: papież Grzegorz XIII (1502-1585) zniósł zakaz, utrzymując go jedynie wobec duchownych uczestniczących w tej aktywności. [4] Juan de Mariana poruszył temat walki byków w swym traktacie Contra los juegos públicos. Mariana przedstawia argumenty za i przeciw: «Osoby najbardziej wyróżniające się w dobroci i skromności odrzucają je jako okazję do zła wszelakiego, okrutne widowisko, niegodne zwyczajów chrześcijańskich; inni bardziej ostrożnie określają je jako pożyteczne rozrywki dla ludu, który winien być zajmowany podobnymi zajęciami, a tak twierdzących jest większa liczba, jak wiele razy się zdarza, iż gorsze przewyższa liczebnie część lepszą» [5]. Mariana wskazuje, iż zwolennikami korridy byli Juan de Medina, Bartolomé de Medina i z pewnymi ograniczeniami, Martín de Azpilcueta („doktor Navarro”). Dla Mariany nie ulega wątpliwości, iż «gonitwy byków nie są materią religii». Ze swoją nieporównywalną szczerością i bezpośredniością pisze jednak: «żałosną jest rzeczą nie móc zaprzeczyć temu, co wstyd wyznać, a co wielką jest hańbą dla naszej profesji – że nie ma rzeczy tak absurdalnej, której nie broniłby jaki teolog»[6].
 

Zakaz papieża Piusa V nie stanowi krytyki walk byków z powodu naruszania „praw zwierząt”, lecz ze względu na zgorszenie, ponieważ widowiska te mogły uczynić „wielkie szkody zwyczajom ludu”. Mimo to pisał papież w bulli z 14 kwietnia 1486 roku:

[…] niektórzy z uniwersytetu studiów powszechnych w Salamance, profesorowie, zarówno świętej teologii jak i prawa cywilnego, nie tylko nie mają wstydu pokazywać się na wspomnianych walkach byków i widowiskach, lecz twierdzą także i publicznie nauczają w swoich lekcjach, że duchowni wyświęceni, choćby uczestniczyli w tychże świętach i widowiskach wbrew naszemu zakazowi, nie popadają w żaden grzech i dozwolone jest by uczestniczyli. [7]

Juan de Mariana z typową dla siebie niezależnością sądów odniósł się do zagadnienia pielęgnacji i uprawy ziem. Przychylny był temu, by książę czy rajcy mianowali urzędnika, który miał objeżdżać pola i włości w celu sprawdzania, czy są one dobrze zadbane. Najlepszych miano nagradzać, a najbardziej gnuśnych – karać. Lecz powyższe zalecenia Mariana proponował nie z powodów ekologicznych, lecz dla większej produkcji żywności. Inne jego zalecenie – prymat rad gminnych – miało przyczynić się do poprawy środowiska naturalnego w Hiszpanii. Na koszt rad miały być uprawiane pola leżące odłogiem, a dzięki obfitości owoców, po pokryciu kosztów: «niełatwo nastąpi niedostatek, nawet gdyby mało było deszczu, z czego cierpi bardzo lud hiszpański, bowiem braknie w wielu miejscach opału, a na wielu polach nie sposób nic uprawiać z powodu srogości ziem» [8]. Zalecał, aby sadzono sosny i dęby zimozielone, dla zwiększonej produkcji drewna na opał i budowę domów. Lecz wszystko co powyższe byłoby także z pożytkiem dla środowiska naturalnego w Hiszpanii:

Jeśli potem krwawiące rzeki we wszystkich miejscach uprawianych, których jest niemało, zamieniłyby w tereny nawadniane pola, które dzisiaj nawadniane nie są, nie tylko zyskalibyśmy większą obfitość ziaren, ale nasz kraj stałby się zdrowszy, a naturalna suchość powietrza stałaby się bardziej umiarkowana i w dużej mierze zmieniona. Deszcze spadałyby nieco częściej i obficiej, bowiem mając więcej terenów nawadnianych, tym mocniejsze parowanie i łatwiejsze tworzenie chmur. [9]

Alejandro A. Chafuen

[1] Suma Teológica Moral, op. cit., część 2, tyt. 1, rozdz. 14; wolumen 2, karta 224. Przekład wydania z Werony z 1740 r., w: Restituto Sierra Bravo, El pensamiento social y económico de la escolástica, CSIC, Madryt, 1975, str. 484.

[2] Restituto Sierra Bravo, op.cit., str. 591-592.

[3] Christopher Dawson, «St.Boniface» (str. 1-8), w Saints and Ourselves (wyd. Philip Caraman, S.J.), P.J. Kennedy & Sons, Nowy Jork, bez daty, str. 1.

[4] Catholic Encyclopedia, Bullfighting, tom 2, str. 882.

[5] Juan de Mariana «Tratado contra los juegos públicos», Ediciones Atlas, Madryt, 1950, t. II, str. 45

[6] Tamże, str. 452.

[7] Tamże, str. 453.

 
[8] Juan de Mariana, Obras del Padre Juan de Mariana, w: Biblioteca de Autores Españoles, wyd. Atlas, Madryt, 1950, t. II, «Del Rey y de la Institución Real», str. 550.
 [9] Tamże.

 

Data dodania: 2015-05-30 18:08:45
Artykul przeczytano 1241 razy
 
Artykuł skomentowano 0 razy
Dodaj komentarz
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Operator serwisu nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.