Andrzej Barański: Uczciwość w biznesie się opłaca (wideo)

Wyrosłem w atmosferze wielkiej chwały przemysłu w międzywojennej Polsce. Ojciec, który zakładał firmę "Herbewo", po jej nacjonalizacji przesiedział 6 lat w komunistycznym więzieniu za obronę... Więcej »

Dobra rzadkie i ubodzy

Papież Franciszek ustanowił ostatnią niedzielę (19 listopada 2017) przed Uroczystością Chrystusa Króla Światowym Dniem Ubogich. Papież pragnie zwrócić uwagę, że miłość wobec bliźniego w potrzebie musi... Więcej »

PAFERE otwiera się na myśl Chestertona

Był zdecydowanym zwolennikiem wolności i własności. Jednocześnie odrzucał kapitalizm z jego monopolami jak i socjalizm z jego wszechwładzą państwa – jako ustroje w równym stopniu krępujące indywidualizm... Więcej »

Szwajcarzy o Polsce i Polakach - na Święto Niepodległości

Szwajcaria, choć to kraj leżący stosunkowo blisko Polski, wydaje się dość odległy. Pod wieloma względami. Z okazji Święta Niepodległości mogliśmy wysłuchać wiele życzeń i pozdrowień z zagranicy - pozdrawiali... Więcej »

Inflacja jest tą formą podatku, który można nałożyć bez ustawy
Milton Friedman

Tańsze paliwo pod choinkę

Spadek cen paliw to oczywiście zjawisko korzystne. Paliwa są o wiele za drogie. Przeciętny kierowca oszczędzi kilkadziesiąt złotych miesięcznie, robiący bokami drobny biznes będzie miał tańszy transport. Trochę spadną wszelkie ceny, jako zależne od kosztów transportu. Poprawi się bilans handlowy Polski, bo mniej wydamy na ropę.


Cena benzyny na stacjach może w wyniku obecnych zmian obniżyć się do 4 złotych. Pytanie, na jak długo? I nie chodzi mi o to, czy ropa nie zdrożeje z powrotem, bo to akurat jest mało prawdopodobne.

W cenie litra benzyny połowa to podatki. W takim razie spadek cen to również spadek wpływów do budżetu, zwłaszcza z VAT. Wzrost zużycia może tego nie skompensować, gdyż paliwa, choć tanieją, są nadal drogie i nadal będziemy ich oszczędzać.

Rząd zechce to sobie odbić, podwyższając podatki. Co więcej, w sytuacji przerostu wydatków rządowych i dotkliwego deficytu budżetowego, może sobie władza pomyśleć, że skoro ludzie godzili się na benzynę między 5 a 6 złotych, a teraz mają o złotówkę mniej, to można po prostu podnieść akcyzę i przywrócić dawną cenę, zasilając wiecznie głodny budżet. Nie takie rzeczy wyborcy PO już znieśli. Można się spodziewać, że z tego powodu paliwa zdrożeją z powrotem, a przynajmniej że spadek cen będzie sporo mniejszy, niż by to wypadało ze spadku cen ropy w świecie. Albo że niższe ceny potrwają tylko do wyborów parlamentarnych…

Ten światowy spadek cen też wymaga zastanowienia. Zadecydowała o nim mafia producentów znana jako OPEC. Komentarze polskie na temat skutków decyzji często akcentują, że straci na niej Rosja i że jest to środek nacisku na nią. Przypomina się sytuacja z 1986 roku, kiedy nadprodukcja w Arabii Saudyjskiej obniżyła cenę ropy, co pogorszyło sytuację ZSRR i być może przyspieszyło decyzję o zmianie systemu.

I się niezbyt mądrze cieszymy. Tymczasem oznacza to też drażnienie Rosji, a my z nią graniczymy. Na razie największe straty z tytułu tak zwanych sankcji ponosi Polska, czego UE oczywiście nie rekompensuje, lecz rzuca jakiś ochłap i dużo gada.

Następnie, Rosja wcale nie jest w specjalnie złej sytuacji gospodarczej. Od lat ma budżet i system podatkowy w stanie lepszym od Polski. Z wpływów za ropę 60 procent lokowała na Zachodzie, spadek cen może sobie łatwo skompensować redukcją tych lokat (i zaczyna to czynić). Ma też dzięki nim spore rezerwy szacowane na prawie 600 mld dolarów.

Doraźnie najwięcej kłopotów będzie miał marnotrawny lewacki rząd Wenezueli i sponsorowana przezeń Kuba (wie o tym, skoro nawiązała stosunki dyplomatyczne z USA). Nie o to jednak OPEC chodziło. Kraje naftowe dbają o przyszłe zyski. Przy cenie 40 dolarów za baryłkę ropy nadal dużo zarobią, a utrącą konkurencyjne inwestycje w ropę i gaz z łupków. A to nie jest dla Polski dobry znak.

Tańsze paliwa to również mniejsze zapotrzebowanie na węgiel, skoro taniej będzie spalać ropę. Za tym pójdzie spadek cen. Dobrze dla tych, który kupują parę ton na zimę, ale przy olbrzymim i bez tego deficycie naszych kopalni może dojść do tego, że zyski kraju ze spadku cen ropy mogą przejąć górnicy, którzy wymuszą kolejne dotacje i ulgi. Nie widać bowiem perspektyw na ruszenie tego, co w przemyśle węglowym powoduje największe straty. Powoduje je biurokratyczna czapa oraz nieudolne i najpewniej skorumpowane zarządy. Z dodatkiem paru całkowicie nieopłacalnych kopalni.

Oszczędność, jaką przyniesie globalny spadek cen ropy, mogą więc przejeść rozmaite pasożyty.

Michał Wojciechowski


Michał Wojciechowski - profesor Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie, Przewodniczący Rady Programowej Fundacji PAFERE. Przedruk tekstu dozwolony wyłącznie za podaniem źródła w postaci aktywnego linku do strony www.pafere.org.
Data dodania: 2014-12-22 08:00:00
Artykul przeczytano 1460 razy
 
Artykuł skomentowano 0 razy
Dodaj komentarz
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Operator serwisu nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.