Andrzej Barański: Uczciwość w biznesie się opłaca (wideo)

Wyrosłem w atmosferze wielkiej chwały przemysłu w międzywojennej Polsce. Ojciec, który zakładał firmę "Herbewo", po jej nacjonalizacji przesiedział 6 lat w komunistycznym więzieniu za obronę... Więcej »

Dobra rzadkie i ubodzy

Papież Franciszek ustanowił ostatnią niedzielę (19 listopada 2017) przed Uroczystością Chrystusa Króla Światowym Dniem Ubogich. Papież pragnie zwrócić uwagę, że miłość wobec bliźniego w potrzebie musi... Więcej »

PAFERE otwiera się na myśl Chestertona

Był zdecydowanym zwolennikiem wolności i własności. Jednocześnie odrzucał kapitalizm z jego monopolami jak i socjalizm z jego wszechwładzą państwa – jako ustroje w równym stopniu krępujące indywidualizm... Więcej »

Szwajcarzy o Polsce i Polakach - na Święto Niepodległości

Szwajcaria, choć to kraj leżący stosunkowo blisko Polski, wydaje się dość odległy. Pod wieloma względami. Z okazji Święta Niepodległości mogliśmy wysłuchać wiele życzeń i pozdrowień z zagranicy - pozdrawiali... Więcej »

Inflacja jest tą formą podatku, który można nałożyć bez ustawy
Milton Friedman

Euro wciąż groźne

Po ogłoszeniu w 2008 roku, że Polska przyjmie walutę euro do 2011, całkiem kompetentni ludzie brali to za dobrą monetę i powtarzali slogany o korzyściach ze wspólnej waluty. Chciałoby się rzec, że gospodarka jest zbyt poważną sprawą, by ją zostawiać ekonomistom… W dyskusjach zauważyłem, że zwolennicy euro nie znali argumentów przeciwko, o których wiedziałem ja – humanista. Dziwili się wiadomością, że Centrum im. Adama Smitha jest przeciwne przyjmowaniu euro przez Polskę.


W roku 1999, kiedy wprowadzono euro, nagrodą Nobla z ekonomii nagrodzono Roberta Mundella za teorię wspólnych obszarów walutowych, sformułowaną w 1961 roku. Zauważył on, że mimo pewnych walorów wspólna waluta niesie spore ryzyko. Między innymi utrudnia pokonanie trudności obszarom słabszym, dotkniętym jakimś problemem, jak też zwiększa na tych obszarach bezrobocie. Inaczej mówiąc, wspólna waluta – a przynajmniej waluta obecnego typu, fiducjarna – na swoim obszarze, jeśli jest on gospodarczo niejednolity, szkodzi krajom słabszym.

Własna waluta działa bowiem jak amortyzator. Jeśli kraj ma problemy, jego waluta traci na wartości. Wtedy jego produkty okazują się tańsze dla innych, a obce droższe. Pobudza to lokalną produkcję, gdyż staje się ona bardziej konkurencyjna i na własnym rynku, i na rynkach zagranicznych. Jeśli natomiast kurs waluty jest sztywny, produkcja w takiej sytuacji spada i rośnie bezrobocie. W momencie kryzysu w 2007 roku złoty stracił na wartości, ale nie nastąpił spadek produkcji. Litwa ze sztywnym kursem lita względem euro zanotowała spadek o ponad 20%.

Przyjęcie euro przez kraje śródziemnomorskie spowodowało, że ich produkty i usługi, a zwłaszcza oferta turystyczna, zrobiły się dla bogatszych krajów północnych droższe niż analogiczne dobra z krajów spoza strefy euro (Afryka Północna, kraje egzotyczne; producenci z Dalekiego Wschodu i USA). Jednocześnie Niemcy i inne kraje wyżej uprzemysłowione nadal korzystają z tego, że kraje z zewnątrz potrzebują od nich maszyn, choć trochę tracą na tym, że partnerzy ze strefy euro słabną i mniej zamawiają. Za to można zapisać w aktywach ich rosnące zobowiązania z tytułu zadłużenia, a docelowo przejąć ich majątek. Kryzys z 2007 zaostrzył tę sytuację i ujawnił.

Dla krajów południa Europy oznacza to bezrobocie i niewypłacalność. Rozrzutność socjalna, do której przywykły poprzednio, pogarsza sytuację, ale wcale nie jest jej jedyną przyczyną słabości. Podobnie deficyt budżetowy, którego urzędowy pułap, 3% zdrowe niby Niemcy przekraczały.

Przed wprowadzeniem euro Hiszpania była krajem o gospodarce całkiem zrównoważonej i o stosunkowo niskich podatkach. W okresie powojennym, startując z niższego pułapu, rozwijała się szybciej niż kraje północne. Rozrzutność Greków kompensowała wysoka inflacja, zniechęcająca do zakupu drogich towarów z zewnątrz. Nie było nawet mowy o czymś takim, jak 50% bezrobocie wśród młodych.

Myśmy tego uniknęli, ale nasze pseudoelity nadal marzą o skoku do eurobagna, w którym silniejsi pływają, a słabsi toną. Czyżby chciały jeszcze powiększyć naszą kolonialną zależność od Niemiec?

Michał Wojciechowski

Michał Wojciechowski - profesor Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie, Przewodniczący Rady Programowej Fundacji PAFERE. Przedruk tekstu dozwolony wyłącznie za podaniem źródła w postaci aktywnego linku do strony www.pafere.org.
Data dodania: 2014-12-08 08:00:00
Artykul przeczytano 1470 razy
 
Artykuł skomentowano 0 razy
Dodaj komentarz
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Operator serwisu nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.