Andrzej Barański: Uczciwość w biznesie się opłaca (wideo)

Wyrosłem w atmosferze wielkiej chwały przemysłu w międzywojennej Polsce. Ojciec, który zakładał firmę "Herbewo", po jej nacjonalizacji przesiedział 6 lat w komunistycznym więzieniu za obronę... Więcej »

Dobra rzadkie i ubodzy

Papież Franciszek ustanowił ostatnią niedzielę (19 listopada 2017) przed Uroczystością Chrystusa Króla Światowym Dniem Ubogich. Papież pragnie zwrócić uwagę, że miłość wobec bliźniego w potrzebie musi... Więcej »

PAFERE otwiera się na myśl Chestertona

Był zdecydowanym zwolennikiem wolności i własności. Jednocześnie odrzucał kapitalizm z jego monopolami jak i socjalizm z jego wszechwładzą państwa – jako ustroje w równym stopniu krępujące indywidualizm... Więcej »

Szwajcarzy o Polsce i Polakach - na Święto Niepodległości

Szwajcaria, choć to kraj leżący stosunkowo blisko Polski, wydaje się dość odległy. Pod wieloma względami. Z okazji Święta Niepodległości mogliśmy wysłuchać wiele życzeń i pozdrowień z zagranicy - pozdrawiali... Więcej »

Inflacja jest tą formą podatku, który można nałożyć bez ustawy
Milton Friedman

Do czego prowadzi próba podważenia lub niestosowania się do prawa popytu i podaży?

Prezentujemy pracę, która zdobyła wyróżnienie w konkursie ogłoszonym w 2013 roku przez Fundację PAFERE, skierowanym do uczniów gimnazjów i szkół średnich, pt.: "Lekceważenie prawa popytu i podaży". Dziś praca Radosława Nicieji, ucznia Zespołu Szkół nr 3  im. ks. prof. Józefa Tischnera w Wadowicach.


*  *  *

Prawo popytu i podaży działa zwykle na wolnym rynku. Ceny popytu i podaży są od siebie zależne. Jeżeli ceny rosną to popyt na nie maleje i odwrotnie, natomiast wzrostowi cen towarzyszy wzrost podaży, a spadkowi cen spadek podaży. Ceny same kreują popyt i podaż i tworzą z czasem równowagę na rynku. Wszystko toczyłoby się w naturalny sposób, gdyby nie interwencje rządu, który w sztuczny sposób wpływa na ceny. Czasem te ingerencje mogą oddziaływać bezpośrednio na ceny, lub pośrednio. Często są one kierowane pobudkami nie tyle gospodarczymi, co politycznymi. Pod naciskiem opinii publicznej lub z powodu zbliżających się wyborów rząd podejmuje decyzje o wprowadzeniu narzędzia interwencyjnego.

Jedną z najpopularniejszych metod interwencji rządu na rynku jest ustalenie cen minimalnych oraz maksymalnych. Cena minimalna jest najniższą ceną jaką możemy zapłacić za dane dobro na legalnym rynku. Zwykle ceny minimalne pojawiają się na rynku rolniczym, np. ceny zbóż, cukru. Celem tej interwencji jest ochrona producentów lub wsparcie danej gałęzi gospodarki. Wprowadzenie ceny minimalnej powoduje nadwyżkę podaży na to dobro, którą musi skupić państwo po określonej przez siebie cenie minimalnej, co powoduje dodatkowe koszty dla budżetu państwa. Jednakże to nie koniec efektów wprowadzenia cen minimalnych. Problem pojawi się także u przedsiębiorców, którzy nie sprzedadzą nadwyżki w skupie - poniosą straty. Obniży to również realne dochody konsumentów przez podatki, które rząd będzie podnosił na pokrycie kosztów skupowania. Także przez wyższe ceny produktów na rynku. Po zniesieniu cen minimalnych efektem będzie gwałtowny spadek cen z powodu nadwyżki podaży. Przedsiębiorcy będę wówczas naciskać na przywrócenie cen minimalnych.

Ceny maksymalne to cena najwyższa jaką musimy zapłacić za dane dobro na rynku legalnym. Celem jej jest ochrona najuboższych konsumentów i zwykle stosowane są one w cenach żywności lub w czynszach mieszkaniowych. W krótkim okresie czasu są one dosyć skuteczne. Ceny nie rosną, są na stałym poziomie, uboższych stać na dane dobro. Jednakże w długim okresie czasu skutki cen maksymalnych nie są korzystne ani dla gospodarki ani dla najuboższych, do których skierowana była ta pomoc. Ceny maksymalne prowadzą do nadwyżki popytu nad podażą, hamują inwestycje, ponieważ nie widać perspektywy przyszłego zysku, zmniejszają produkcję i rozwój. Skutki te nie powodują poprawy życia najuboższych, a wręcz mogą prowadzić do zubożenia społeczeństwa.

Ustalanie cen minimalnych lub maksymalnych budzi również sprzeciw konsumentów, którzy za dane dobro będą musieli zapłacić więcej, oraz sprzeciw przedsiębiorców, którym zyski mogą zostać ograniczone, lub tych którzy uważają, że im też należy się pomoc państwa.

W wielu krajach wprowadzone są płace minimalne, w trosce o najuboższych, o niskich kwalifikacjach. Rząd ustala minimum jakie pracodawca musi wypłacić pracownikowi za jego pracę. Podwyższanie płacy minimalnej budzi wiele kontrowersji, szczególnie w dobie kryzysu gospodarczego. Pracownicy, związki zawodowe domagają się podwyższenia minimalnej płacy, a pracodawcy protestują. Czy te podwyżki naprawdę są dobre i konieczne? Kto na tym korzysta? Pracownik, który otrzymuje większe wynagrodzenie, stać go na więcej - więcej wydaje. W pewien sposób napędza to koniunkturę. Ale jeżeli weźmiemy pod uwagę inflację, okazuje się, że tak naprawdę nie wydaje o tyle więcej, o ile byśmy się spodziewali. Inflacja zjada część jego podwyżki.

Gdy rząd podnosi płace minimalną, pracodawca ponosi dodatkowe koszty, nie tylko ze względu na wyższą płace brutto, ale na wzrost kosztów zatrudnienia pracownika. Podwyższenie płacy może spowodować wzrost bezrobocia wśród pracowników o niskich kwalifikacjach. Przedsiębiorstwo może nie być w stanie ponieść kosztów w związku z podwyższeniem płacy minimalnej i w pierwszej kolejności zwolni pracowników o najniższych kwalifikacjach, którym najtrudniej później znaleźć nową pracę. Zwiększenie płacy minimalnej powoduje również wzrost liczby osób, które uzyskują płacę minimalną. Powoduje to stres i presję w kierunku pracodawcy o zwiększenie płac nie tylko tych minimalnych, ale również tych pracowników, którzy zarabiają więcej. Jednakże wzrost płacy minimalnej, w niektórych przypadkach, może spowodować spadek bezrobocia. Zwiększenie płacy minimalnej może zachęcić osoby dotąd bezrobotne do podjęcia pracy, ponieważ będzie to dla nich bardziej opłacalne. Wszystko bowiem zależy od stanu gospodarki w jakim się znajduje. Większość podwyżek płacy minimalnej bierze się z oczekiwań pracowników, a politycy ulegają naciskom w obawie o wyniki w przyszłych wyborach. Wielu ludzi uważa, ze rząd który podnosi płacę minimalną to dobry rząd, który troszczy się o obywateli.

Rząd może też wpływać na podaż i popyt poprzez politykę fiskalną, zwiększając lub zmniejszając swoje wydatki rządowe lub poprzez podatki.

Polityka ekspansywna oznacza zwiększenie wydatków rządowych lub obniżenie podatków. Rząd zwiększając swoje wydatki przez rożnego rodzaju subwencje, dotacje, zasiłki wspiera w pewien sposób przedsiębiorców lub osoby prywatne. Podmioty te stać na więcej - więcej wydają. To powoduje wzrost popytu i produkcji. Jednak takie efekty widzimy tylko w krótkim okresie czasu. Niestety, w długim okresie czasu, zwiększona podaż pieniądza na rynku spowoduje zwiększenie się popytu, a co za tym idzie - wzrost podaży i cen. Jeżeli taka sytuacja utrzymuje się dłużej, może to spowodować, że nagromadzone oczekiwania inflacyjne popchną ceny bardzo wysoko. Dodatkowym problemem jest wzrost stóp procentowych, który przyciąga kapitał zagraniczny. Waluta krajowa ulega aprecjacji, co powoduje wzrost importu. Okazuje się wówczas, że bardziej opłaca się importować, niż korzystać z produktów krajowych. Krajowe produkty stają się mało atrakcyjne na rynku wewnętrznym. Cierpi też na tym eksport. Aprecjacja waluty powoduje, że towary krajowe nie są już tak atrakcyjne dla zagranicy.

Pomimo tego, że rząd wydaje pieniądze na rożnego rodzaju dotacje, subwencje czy zasiłki nie przynosi to oczekiwanych korzyści. Oczywiście w krótkim okresie czasu jest to duże wsparcie dla podmiotów korzystających z pomocy, jednakże w dłuższej perspektywie wpływa to niekorzystnie zarówno na ceny, jak i na sam popyt oraz podaż. Podobnie działa obniżenie podatków.

Nie tylko rząd może wpływać na zmiany w popycie i podaży. Również Bank Centralny decyduje o wielkości podaży pieniądza, a to warunkuje w znacznej części konsumpcję, która stymuluje popyt, podaż oraz ceny. Przykładem mogą być operacje otwartego rynku, gdzie bank centralny skupuje bądź sprzedaje papiery wartościowe.

Przez to też zwiększa lub zmniejsza podaż pieniądza na rynku. Innym przykładem może być wyznaczenie stopy procentowej i rezerw obowiązkowych, lub stopy redyskontowej. Wyższy poziom stopy procentowej oznacza, że banki będą mogły udzielać mniej kredytów, niższa oznacza, że tych kredytów będą mogły udzielić więcej. Im niższa stopa procentowa lub niższe rezerwy obowiązkowe tym więcej banki mogą i chcą udzielać kredytów. Oznacza to, że na rynku wzrośnie podaż pieniądza. Konsumenci będą mogli więcej wydawać, wzrasta popyt na różne dobra.

Stopa procentowa jest też jednym z ważniejszych determinantów decyzji konsumenta. Wpływa ona na decyzje z zakresu powiększenia majątku poprzez inwestycje, a tym samym wpływa na produkcję, inwestycje i zatrudnienie. Jeżeli stopa procentowa jest niska, konsument chętniej wydaje pieniądze - więcej inwestuje, mniej oszczędza. Jednak ma to też swoje złe strony. Jak wiemy obecny kryzys gospodarczy rozpoczął się w Stanach Zjednoczonych w sektorze bankowym. Właśnie dlatego, że banki udzielały coraz to więcej kredytów. Udzielały nawet tym klientom, którym do tej pory ich nie przyznawano, którzy należeli do grupy zwiększonego ryzyka nie spłacania zaciągniętego zobowiązania. Efekt był taki, że gwałtownie wzrosła ilość niespłacanych kredytów. Nieruchomości, które były zabezpieczeniem, w wyniku pęknięcia bańki spekulacyjnej zaczęły gwałtownie tanieć. Okazało się, ze wartość nieruchomości nie pokrywała zaciągniętego długu.

Władze publiczne powinny przywiązywać większą wagę do stopy procentowej, ponieważ w znaczący sposób wpływa ona na kształtowanie się sytuacji gospodarczej. Zbyt niska powoduje znaczne zmniejszenie się oszczędności oraz nie selekcjonuje wystarczająco inwestycji pod względem ich efektywności. Natomiast znacznie pobudza konsumpcję i wzrost popytu. Zbyt wysoka stopa nadmiernie hamuje konsumpcję i inwestycje. Co negatywnie wpływa na ceny i popyt.

Rząd powinien bardziej ukierunkować się na wyniki długookresowe, które przyniosą mocne i długotrwałe efekty. Większość działań rządu przynosi pozytywne efekty tylko w krótkim okresie czasu - na początku. Często ich posunięcia przynoszą pogorszenie się sytuacji na rynku. Politycy nie mogą kierować się jedynie wynikami referendum, czy naciskami ze strony podmiotów gospodarczych. Ich decyzje powinny być głęboko przemyślane i przewidujące skutki na najbliższe dziesięciolecia. Jeżeli już chcą ingerować w prawa popytu i podaży, to muszą to robić rozsądnie. Działania muszą być podejmowane w odpowiednim czasie, nigdy z opóźnieniem. Decyzje rządu muszę być zharmonizowane z działaniami banku centralnego. Tylko wtedy mogą być skuteczne.

Jednakże jak pokazują rankingi, najbogatsze kraje świata, najbardziej rozwinięte, to te, w których ingerencja rządu jest najmniejsza.

Radosław Nicieja
Data dodania: 2014-03-20 09:00:00
Artykul przeczytano 2981 razy
 
Artykuł skomentowano 0 razy
Dodaj komentarz
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Operator serwisu nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.